You are here:Capitolo»Kapituła namiotów 2011»Raniero Cantalamessa»Raniero Cantalamessa
Biuro Prasowe Kategoria: Kapituła Namiotów
Opublikowano: 03 kwiecień 2014 Odsłony: 610
Drukuj

 

br. Raniero Cantalamessa OFMCap

 „Franciszek z Asyżu – prorok dla nas”

Wieliczka, 1 października 2009 r.

Wybrane fragmenty wystąpienia na Kapitule namiotów dotyczące ewangelizacji

 

(…) Bóg nie posyła proroków aby byli bronią w reku jednych ludzi przeciwko drugim; Bóg ich posyła aby byli „Jego” narzędziami, jego ludźmi. Franciszek w rzeczywistości jest prorokiem, ale prorokiem dla każdego człowieka w Kościele, nie wyłączając nikogo. Chodzi jednak o rozumienie proroka w znaczeniu religijnym, w takim jakie ono jest w chrześcijaństwie a nie o współczesne rozumienie zeświecczałe, które nadaje tytuł proroka bezproblemowo ateistom i materialistom takim jak Feurbach, Marx, Nietzsche, jednym słowem każdemu, kto łamie przekonania i zastane zwyczaje lub kto kontestuje aktualną sytuację świata.

Proroctwo chrześcijańskie – różniące się w tym wypadku także od starotestamentalnego – nie oznacza w pierwszym rzędzie ogłaszania zbawienia przyszłego i odległego, ale objawianie ukrytej obecności Chrystusa w świecie; nie polega na przekraczaniu muru czasu ale o wiele grubszego muru ą pozornych sprzeczności. Takie właśnie proroctwo zainaugurował Jan Chrzciciel kiedy wołał: „Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie!” (J 1,26). W takim znaczeniu proroctwo Franciszka staje się szczególnie konieczne dla dzisiejszego świata. (…)
(…) Glebą, korzeniem i gałęzią drzewa dla Franciszka jest osoba Jezusa Chrystusa! On jest dla niego wszystkim. Bardzo pouczające jest porównanie nawrócenia Pawła z nawróceniem Franciszka. Jedno i drugie było mocnym spotkaniem z osobą Jezusa. Obydwaj mogli powiedzieć: „Dla mnie bowiem żyć - to Chrystus” oraz  “Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Fil 1, 21, Gal 2, 20); obydwaj mogli powiedzieć – Franciszek jeszcze bardziej niż Paweł: „Ja na ciele swoim noszę blizny, znamię przynależności do Jezusa” (Gal 6,17).
Powszechnie znana metafora zaślubin Franciszka z Panią Biedą, która pozostawiła głębokie ślady w sztuce i w poezji, zaczynając od Dante d’Alighieri, może prowadzić w niewłaściwym kierunku. Nikt nie zakochuje się w cnocie, nawet jeśli jest to cnota ubóstwa; można się zakochać w osobie. Zaślubiny Franciszka były, tak jak w przypadku innych mistyków, zaślubinami z Chrystusem. Odpowiedź dana przez Franciszka tym, którzy go pytali czy zamierza kogoś poślubić: „Poślubię oblubienicę szlachetniejszą i piękniejszą od wszystkich, jakie kiedykolwiek widzieliście” bywa często źle interpretowana. Z kontekstu wynika jasno, że oblubienicą nie jest ubóstwo, ale skarb ukryty i cenna perła, to znaczy Chrystus. „Oblubienicą, jak komentuje Celano, jest zakon jaki on począł, a skarbem ukrytym jest królestwo niebieskie, którego tak bardzo pożądał”.

Pod koniec swojego życia, pewnemu bratu, który zachęcał go aby pozwolił by mu czytano Pismo Święte, Franciszek odpowiedział: „Ja już tyle zajmowałem się Pismem Świętym, że jak najbardziej starcza mi to do rozmyślania i rozważania. Więcej nie potrzebuję, mój synu, wystarczy, że wiem, iż Chrystus był ubogi i ukrzyżowany”.

Chrystus ukrzyżowany był przewodnikiem dla św. Franciszka od początku jego nowego życia aż do śmierci; na Alwernii wycisnął na jego ciele święte stygmaty tak, aby także dla oczu ludzkich jawił się jako ukrzyżowany.

(…) Chciałbym wyjaśnić dlaczego tak naglące jest to przesłanie Franciszka dla współczesnego świata. (…) Gdyby Franciszek przyszedł teraz na świat jestem pewien, że nie zaczął by mówić o „Pani Biedzie” ani o „bracie słońcu i siostrze księżycu”, ale o Jezusie Chrystusie i to ukrzyżowanym. Jeden z pierwszych obrazów Świętego (którego kopia znajduje się w Greccio a oryginał zaginął) przedstawia Franciszka podnoszącego do oczu chusteczkę i ocierającego łzy:  tak go zapamiętali jego współcześni. Obok Franciszka doskonałej radości istniał Franciszek płaczący i może właśnie takim byłby on, gdyby dziś znowu pojawił się na ziemi.

To jest właśnie ogromne i cudowne zadanie dla całego Kościoła, a w sposób szczególny dla nas synów Franciszka: ogłaszać dzisiejszemu światu Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego! Ale nie Chrystusa abstrakcyjnego, zideologizowanego, czy też Chrystusa z przeszłości; nie, lecz Chrystusa zmartwychwstałego i żyjącego, do tego stopnia obecnego i rzeczywistego, że można Go wskazać używając zaimka osobowego, jak to czynił Paweł kiedy mówił: „przez poznanie Jego”(Fil 3, 10).
Franciszek podejmuje się dzieła (odbudowy Kościoła), którego kościół hierarchiczny nie był w stanie wykonać, nawet przy pomocy kleru diecezjalnego. Podejmuje to dzieło bez nastawienia polemicznego czy apologetycznego. Nie polemizuje ani z Kościołem – instytucją ani z wrogami Kościoła – instytucji, z nikim.

Stawiamy sobie pytanie: co nam to wszystko mówi? Wiele osób nie potrafi już dojść do Jezusa poprzez Kościół; trzeba im pomóc dojść do Kościoła poprzez Jezusa wychodząc od Niego i od Ewangelii. Trudno jest przyjąć Jezusa ze względu na miłość do Kościoła, ale można zaakceptować Kościół ze względu na miłość do Jezusa.

My franciszkanie jesteśmy w wyjątkowej sytuacji, która pozwala nam tego dokonać. Do tej roli przygotowuje nas dziedzictwo otrzymane od naszego ojca Franciszka, wielki kredyt zaufania, który on zdobył wśród wszystkich ludzi. Jego intuicja powszechnego braterstwa, które rozciąga się na wszystkie stworzenia, połączona z postawą małości, czynią  jego i jego naśladowców braćmi wszystkich, nieprzyjaciółmi nikogo, przyjaciółmi ostatnich. (…) Aby można było wypełnić to zadanie stawania się pomostem pomiędzy Kościołem i światem, potrzeba, jak Franciszek, głębokiej miłości i wierności dla Kościoła oraz głębokiej miłości do świata, a zwłaszcza do świata pokornych.

Jak wypełnić to zadanie przekraczające nasze siły? Odpowiedź brzmi: Duch Pański! Całe życie Biedaczyny, jeśli zwrócimy baczną uwagę, toczy się pod kierownictwem Ducha Świętego. Prawie każdy rozdział jego życia rozpoczyna się stwierdzeniem: „Franciszek, poruszony czy natchniony przez Ducha Świętego, poszedł, powiedział, uczynił…”. Biedaczyna nazywa Ducha Świętego „ministrem generalnym Zakonu”. Z okazji 16 stulecia od soboru ekumenicznego w Konstantynopolu – soboru, który zdefiniował bóstwo Ducha Świętego – Jan Paweł II napisał: „Cała odnowa Kościoła, w sposób opatrznościowy zaproponowana i rozpoczęta przez Sobór Watykański II, nie może się dokonać jak tylko w Duchu Świętym, to znaczy z pomocą Jego światła i Jego mocy”. To samo należy powiedzieć o  odnowie zakonów.
Musimy zadawać sobie pytanie co może oznaczać dla nas franciszkanów przyjęcie łaski „nowej Pięćdziesiątnicy” wzywanej przez Jana XXIII. (…) Dość powszechnie przyjęło się nazywanie grupy tworzonej przez Jezusa i Jego uczniów „wędrownymi charyzmatykami”, mimo iż rozumienie tego określenia przez niektórych budzi wiele zastrzeżeń. „Charyzmatyczni” wskazuje na prorocki wymiar przepowiadania Jezusa i na Jego całkowitą uległość Duchowi Świętemu; „wędrowni” wskazuje na charakter mobilny rezygnujący z osiedlania się w konkretnym miejscu, co Jezus potwierdza słowami: ”Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć” (Mt 8,20). Nie można znaleźć lepszego określenia dla pierwotnej grupy zgromadzonej wokół Franciszka: charyzmatycy wędrowni.

(…) Zamiast patrzeć na siebie nawzajem, Klara i Franciszek patrzyli w tym samym kierunku. I wiemy jaki to był „kierunek”: Jezus ubogi, pokorny, ukrzyżowany. Klara i Franciszek to jakby dwoje oczu patrzących zawsze w tym samym kierunku.
 
(…) Kończę przypomnieniem znanej zachęty, którą Franciszek skierował do braci zgromadzonych na pierwszej kapitule namiotów: „Synowie moi, wiele przyrzekliśmy Bogu; o wiele więcej przyrzekł nam Bóg, jeśli dotrzymamy, cośmy Jemu przyrzekli, a oczekujmy na pewno tego, co nam przyrzekł. Krótka jest rozkosz świata; męka, co następuje po niej, jest wieczna; drobna jest męka tego żywota, lecz chwała drugiego żywota jest bez końca”.
 

Tłumaczenie br. Tadeusz Bargiel OFMCap